O tym, jak Nieżona zbiera się w sobie

Dziś synek wstał nad ranem. Borsukował do ósmej, wreszcie padł razem ze mną na dużym łóżku i śpi do tej pory. Dopiero co udało mi się odzyskać prawe ramię oraz pachę, zaanektowane przez niskiego jako poduszki.

Dziś na śniadanie mieliśmy świeżą ciabattę prosto z pieca. No dobra, prosto z piekarnika.  Zawsze zapominam, że ciabattę robi się prawie dobę i jest jej w sumie tylko 4, choć spore, buły. Muszę pamiętać, żeby następnym razem robić chociaż z 1,5 porcji.

Znów zaczęło mi to sprawiać przyjemność – pieczenie, gotowanie. W mojej nowej kuchni wreszcie rozmieszczenie wszystkiego ma sens.

Wprawdzie kuchnia zrobiona jest do połowy, tej dolnej na szczęście, zawierającej piekarnik i zmywarkę, ale moja, nie jakiejś byłej dziewczyny która nie umiała gotować i Kuby, który nie umie gotować jeszcze bardziej.

Koty dziś zajęły cały fotel, leżą, kokoszą się, śpią i są, jak to one, ładne.

Kuba coś klepie w swojego laptopa. W telewizji coś o WW2. Niedługo zaczynamy projekt TV OFF. Kończy się okres wypowiedzenia u naszej kablówki, telewizorek zamieszka w szafie, a my zamieszkamy w świecie bez migających obrazków przecinanych obrazkami migającymi szybciej  głośniej. Nie bez znaczenia jest, że zaoszczędzimy stówę miesięcznie. Może dzięki temu uda się skończyć kuchnię szybciej. Interneto oczywiście zostawiamy.

Kuba jest teraz w trudnym okresie – po kilkunastu, jeśli nie dwudziestu paru, latach jego firma zwinęła żagle. Ma teraz 40 lat i musi się określić, zdefiniować zawodowo, zacząć od nowa. A w międzyczasie musi dokończyć remont. Nie zazdroszczę mu. Chciałabym jakoś pomóc, ale to są tylko jego projekty. Ja mam na głowie swoje. Estetyczny, zdrowotny, emocjonalny, werbalny.

1) estetycznie żyć chcę znów. Potrzebuję żeby w moim życiu znów pojawiła się kategoria ‚ładne’, która wieki temu została zadeptana przez panoszącą się kategorię ‚wygodne’ do spółki z ‚praktyczne’. Chcę mieć ładnie w mieszkaniu, robić ładne rzeczy dla dziecka, może też dla siebie czy Kuby. Chcę, aby kuchnia po zakończeniu części remontowej została wyposażona tak, żeby przyjemność sprawiało patrzenie na nią.

2) emocjonalnie muszę się ustawić, naprawić, ogarnąć. O tym nie będę pisać, chyba.

3) zdrowotnie – jak już emocje wejdą na jakieś normalne poziomy, pewnie znowu wrócę na sporty i jakieś planowane jedzenie, może dałoby radę trochę schudnąć. Ostatnio po 4 miesiącach katorżniczej diety, robienia 100km rowerem tygodniowo, latania na jogę 2 razy w tygodniu udało mi się schudnąć 0 kg. Zero kilogramów, słownie. Poddałam się. Może się uda w 2013, może nie. Wolałabym, żeby moje dziecko nie było adresatem dowcipów z serii yo mama’s so fat. A jest. Znaczy jestem.

4) werbalnie pragnę się rozwinąć. Pisać z powrotem zdania dłuższe niż podmiot, orzeczenie, dopełnienie, bluzg, kropka. Pisać teksty, które mają początek, rozwinięcie i zakończenie i ma to więcej niż 3 zdania. Kiedyś umiałam, potem straciłam.

A to wszystko w godzinach 17-22, pomiędzy powrotem z pracy, odbieraniem Kajtka z przedszkola, kolacją, kąpielą, usypianiem…

Na razie tego bloga nikt nie czyta. Może to i lepiej. Oczywiście że mam innego bloga, że jestem aktywna na kilku forach, że mam konto na FB i znajomych internetowych o sporym zasięgu. Na razie jednak nie planuję rozkręcania machiny promocyjnej. dopiero jak uznam, że to, co wypluwam z siebie na klawiaturę, jest czegokolwiek warte.

Znajomy dziennikarz sprzedał mi kiedyś definicję grafomana. Grafoman, otóż, to ktoś, kto pisze za darmo.

Z grafomańskim pozdrowieniem zatem,

Wasza Nieżona.

 

Pierwsza pacynka dla Kajtka

Prewencja to podstawa. Przeciwdziałając przywożeniu przez mamę kolejnego metra sześciennego zabawki grającej, świecącej, niewyłaczalnej i zajmującej miejsce, którego nie mamy, poprosiłam ją, by przyjeżdżając na święta przywiozła mi swoją starą maszynę do szycia.

Jako osoba biegła w szyciu, która uszyła 5 powłoczek na poduszki jedynie 15 20 (kiedy? kiedy to zleciało?!) stwierdziłam, że co mi tam, ja nie uszyję? Jeszcze nie wiem, czego, ale coś się wymyśli.

Zatem przyjechała mama, przyjechała maszyna, plan się udał, pojechała mama, maszyna została.

zdjęłam pokrowiec. Popatrzyłam na nią. Ona popatrzyła na mnie. Siadłam do komputera i zaczęłam googlać instrukcję nawlekania. Znalazłam.

Nawlekłam.

Sprawdziłam.

Odwlekłam. Sprawdziłam. Nawlekłam ponownie.

Poszło.

Wzięłam stare dżinsy Kuby.

Wzięłam internet. Co za cudny, cudny blog! Jeszcze z 10 lat codziennego szycia i też tak będę umiała.

I jedyne 6 godzin późnej mogę się pochwalić pierwszym dziełem.

Jest krzywy. Po spodniej stronie kłęby się nić. Jest nieforemny i ma wyraz twarzy wioskowego głupka. Ale jestem z niego dumna i miałam fun.

Image