Skrzynia

Dostaliśmy wiklinową skrzynię, wielkie bydlę. 75/45/50 od zewnątrz. Czy nam się przyda? Pewnie że nam się przyda. W domach hodowców małych chłopców bardzo przydaje się wszystko, co może pomóc opanować samogenerujące się hałdy dróg, autostrad, torów i kilogramy pojazdów wszelakich oraz, oczywiście, klocków. Nie wiem, czy tak samo jest w domach hodowców małych dziewczynek, ale podejrzewam, że może być podobnie.

Zatem jest skrzynia. Jest przeznaczenie skrzyni. Jest sporo bardzo porządnego lnu z wzorem w liście. Posiedziałam, pomyślałam i uszyłam  wyściółkę do skrzyni.

Wygląda fajnie, a jednocześnie wiklina (a może ratan? nigdy nie wiem) ma szansę przeżyć dłużej w domu z małym chłopczykiem.

Tak wiec pół dnia, ale skrzynia pełna zabawek – gotowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Urodziny Kuby

W piątek K. miał urodziny.

Miałam jakieś zarysy planów, ale nawet linia najmniejszego oporu wrzynała mi się w kostki. Dostał więc książkę + bonus.

W pierwszym starciu z allegro poległam z kretesem. Najpierw podałam swój adres bez numeru domu czy mieszkania, po prostu ul. Iksińskich, kod, miasto, dziękuję. Zorientowałam się jedyne 3 dni później, kiedy paczka krążyła już po kraju ślepa i zdezorientowana.

Próba dokupienia kolejnego jednego arkuszu filcu zakończyła się nabyciem arkuszy 12. Słownie: dwunastu. Pamięć allegrowa nie tylko wie  o mnie, wie też o każdym moim kliknięciu w przycisk kupowania i nie daje sobie przetłumaczyć, że naprawdę wolałabym mniej. No ale. Powtarzam sobie, że przecież potrzebuję jeszcze dwunastu arkuszy kolorowego filcu, prawdaż.

No cóż, jest spora szansa, że już w przyszłym tygodniu paczka się ogarnie i wpadnie mi w ręce.

 

Serio serio.

Po miesiącu przyczajki kupiłam wykroje na zabawki z filcu* dla młodego i filc. No i do zakupu wykrojów potrzebowałam natychmiast pejpala a do filcu konta na allegro. Zatem  zakładam jedno – okazuje się, że ups, taki mail już jest w bazie, wpisuję moje hasło domyślne – jebudu – się okazuje się, że miałam ci ja konto na pejpalu. Zaraz potem rejestracja na allegro. Tak, jestem (byłam) jedną z tych siedmiu osób w kraju, które nie korzystały. Wpisuję więc email i wtem!  znowu walą mi w pysk, że a jednak nie ma tak dobrze, znają mnie – tu już domyślne hasło nie zadziałało, ale krótka hopka z wpisaniem po kolei wszystkich moich warszawskich kodów pocztowych na wszystkich adresach gdzie stacjonowałam i gdzie stacjonował mój internet i co ja paczę, mam też konto na allegro. I ja się pytam, kto?, jak?, kiedy? gdzie? po co? dlaczego? jak to się stało w ogóle? przy jakiej okazji nabyłam konto na paypalu, którego nie używałam i konto na allegro, którego też nie używałam.

No nic.

Otwieram zmywarkę, pytam Kubę, czy w środku są brudne, czy czyste. W tym samym momencie on odpowiada – brudne, a ja mówię – czyste. I patrzę. I widzę mindfuck w akcji.

– Nie zrobiłeś tego – mówię. – Nie wstawiłeś brudnych talerzy do czystych?

– No właśnie tak. Co gorsza, ja je poprzestawiałem między sobą żeby stały równo i przepłukałem.

Cóż.

Żyźń.

*Podobno tylko mnie to bierze, ale dziś kilkanaście razy otwierałam plik i miziałam wzrokiem te cudeńka. Brakuje mi jeszcze nożyczek w ząbek tnących.

Gry i zabawy

Może i nie są najpiękniejszymi zabawkami świata, ale dziś syn mój, lat 2,5 świeżo skończone, bawił się nimi ze mną ponad godzinę.

Sam, z własnej inicjatywy przyniósł dla mnie Kotka, dla siebie Misia (Króliczek chyba zapadł się pod ziemię ze wstydu). I chodziliśmy na plac zabaw żeby bawić i zjeżdżać, na zakupy, chodziliśmy szukać skarbu, chodziliśmy do Panamy, łowiliśmy ryby, kładliśmy się spać i wstawaliśmy, odwiedzaliśmy się w domkach i częstowaliśmy herbatką i kawą, prowadziliśmy bardzo długie rozmowy o przyjaźni i uczuciach ‚tata nie przyszedł i misiowi przyklo’ , ‚jesteś choly kotku, ale ja ciebie wylecze’ itp.

I to wszystko bez udziału żadnych rekwizytów, oprócz wyobraźni.

Jestem szalenie dumna z synka, który to wszystko ma. I z siebie, że potrafiłam mu to dać.

Chcę o tym pamiętać. Dziecko, jak widać, nie musi mieć najdroższych zabawek świata, wszystkorobiących, głośnomówiących grajków i świecidełek. Wystarczy kawał spranego dżinsu z naklejonymi oczami i rodzic, który zechce animować partnera w zabawie.

I dlatego uszyję mu kolejne zabawki. I kolejne. Dopóki będzie chciał się nimi bawić.

Jak tylko znajdę chwilę.

 

 

 

Złote myśli Kajetana

Ja poszukam Słonia Który sie Nadaje do trąbienia żeby delfin latał. 

 

Trzeba mieć 2,5 roku, żeby powiedzieć takie zdanie i żeby miało sens. 

Jeśli przeczyta się je zanotowane na szybko i zostawione na stole będąc mężczyzną czterdziestoletnim i potraktuje jako wiadomość do siebie, takie zdanie budzi co najmniej konsternację. 

 

Anywho. Wróciłam z pracy, jedną ręką umyłam ręce, drugą przywitałam się z chłopakami, trzecią poskładałam pranie, czwartą wstawiłam zmywanie, piątą – upiekłam nadzwyczaj pyszne bułki. Zwykłe bułki, posmarowane zamiast masłem – olejem kokosowym. Piękne wyszły, piękne i pachnące. 

A teraz mam czas dla siebie. W domu cisza, nawet koty pełnią swoje podstawowe funkcje dekoracyjne śpiąc, a nie tłuką się jak zwykle.

 

Jak nie należy szyć króliczka

Do rodziny potworków pacynków doszedł kuzyn króliczek.
Króliczek miał mieć długie uszy, którymi można machać będąc króliczkiem.
Zupełnie nie wiem, jak to się stało, ale króliczek okazał się być wyzwaniem które mnie przerosło. Najpierw przyszyłam mu uszy do jednej części. Potem przy zszywaniu przodu z tyłem okazało się, że te uszy przyszyłam na lewą stronę. Tak więc króliczkowi groziło posiadanie imponującego ucha wewnętrznego w ilości sztuk dwóch oraz kompletny brak widocznych, machalnych* małżowin, które, jak wiadomo, definiują króliczka razem z puchatym ogonkiem (o którym zresztą zupełnie zapomniałam). Okazało się to już po obszyciu 75% króliczka. Sprułam. Wywróciłam uszy na prawą stronę, zaczęłam szyć. Obszyłam ponownie 75%, gdy wtem! TKNĘŁO mnie. Otóż. Tym razem uszy przyszyłam biednemu króliczkowi do boczków. Tak więc sprułam gadzinę ponownie. Przytrzymałam niesforne uszy, obszyłam krawędzie. Wywracam na prawą stronę i co się okazuje? Króliczek od początku konstrukcyjnie był pomyłką, gdyż wyszedł za chudy, żeby wejść na luzie na moją dłoń zdradzającą rolnika w genach sprzed 4 pokoleń, dzięki prapraprababciu za wybory życiowe, a trzeba było wyjść za mieszczanina, jak matuś kazali, ale zbaczam. A jak już wszedł – te łapki jakoś bez sensu i niewygodnie, te uszy jakoś tak dziwnie. No ogólnie króliczek nie daje rady.
Może nie chodzi o to, by uszyć króliczka, ale by gonić go?

A z innej beczki – w Lidlu dziś zestawy krawieckie – komplet nici, nożyczki, szpilki, rzepy, agrafki – czyli wszystko to, czego jeszcze się nie dorobiłam – w jednym pudełku. Za niecałe 23 zeta.
Miło.

*machalność – możliwość bycia machanym.

Miś – pacynka z rodziny Paskudów

Stado pacynek rozrasta się w zawrotnym tempie jeden na tydzień. Mamy już Kotka-Paskudka, a dziś dołączył do niego Misiu. Misiu urodą dorównuje starszemu bratu, ale udało mi się okiełznać w maszynie temat plączących się nitek (źle ustawiona maszyna była).

Misiek pacynka

Udało mi się też przeorać maszyną moją starą i lubianą ale prującą się dzianinową bluzkę oraz naszyć synu aplikację na torebkę na zakupy.

Co robię źle?

1. Szyję za blisko krawędzi, przez co w niektórych miejscach szycie się rozłazi

2. Nadal jeszcze szyję po prostu krzywo 😀

Ale jak już Kajtek uzbiera całe stado dżinsowych (zaraz mi się stare porty Kuby skończą… Hm hm hm) paskudów, to już ostatni z rodu powinny wychodzić jak spod, nomen omen, igły.

 

Tak czy inaczej, synu jest zachwycony nowymi nabytkami, bawimy się w rozmowy między dwoma kolegami. Dwulatek opowiadający pacynce z przejęciem o swoich odkryciach dnia jest dość uroczym stworzeniem, nie da się ukryć.