Dość szczucia, proszę

Mam coraz bardziej dotkliwe poczucie istnienia ogólnopolskiego medialnego szczucia grup rodaków na siebie nawzajem. Obecnie trwa nagonka piesi kontra rowerzyści na chodnikach i rowerzyści kontra piesi na drogach dla rowerów, nie zapominajmy o problemie rowerzystów na jezdniach. Dopiero co mieliśmy ogólnopolski problem z matkami małych dzieci kontra reszta świata. Trwa permanentna napuszczanka właścicieli psów na właścicieli dzieci i odwrotnie. Kolejne problemy – rowerzyści w metrze kontra wózki kontra pasażer pieszy. Ah, jeszcze psy na drogach rowerowych, nie zapominajmy o tym jakże istotnym społecznym problemie. Czasem mamy do czynienia ze szczuciem pacjentów na bezdusznych, niekompetentmnych lekarzy i lekarzy na głupich, roszczeniowych pacjentów. Mamy też wojnę o miejsca w przedszkolach rodziców w małżeństwach i rodziców udających samotnych. Takich mniejszych i większych medialnych wojenek mamy całe mnóstwo.

 

Mam wrażenie, że całe to szczucie sprawia, że jesteśmy coraz bardziej agresywnym narodem. A to medialne szczucie jest z jednej strony po prostu szalenie łatwe a z drugiej – wzmacnia istniejące status quo. Łatwo jest napisać kolejny list czy artykuł pod tytułem ‚mam frustracje i wkurza mnie tu-wstaw-dowolną-grupę’ i zebrać ogromną grupę ogólnie wściekłych, którzy skanalizują swoją agresję na tych aktualnie szczutych a na pewno łatwiej, niż znaleźć przyczynę problemu i dołożyć starań, żeby ją wyeliminować. Atakowani szczuci zaczynają się bronić – albo tłumaczą, że przecież nie wszyscy przejawiają te opisywane aspołeczne zachowania, albo odbijają piłeczkę na zasadzie a u was biją murzynów. I naparzanka trwa, radośnie zataczając coraz szersze kręgi coraz bardziej wściekłych, przekonanych o swojej racji, ludzi. A tymczasem oś problemu pozostaje nietknięta. Bo przecież te problemy są, istnieją i są dotkliwe.

Tak, jest problemem  nieadekwatna do liczby aut i rowerów powierzchnia dróg i dróg dla rowerów. Są problemem krzywe chodniki. Jest problemem ciasnota w komunikacji publicznej. Problemem jest brak miejsc w przedszkolach. Problemem jest brak środków na leczenie pacjentów z jednej strony i marnotrawienie ich na niepotrzebną biurokrację bądź niegospodarność z drugiej. Nad tym trzeba się pochylać i tam szukać rozwiązań. Nie nad tym, że piesi wyłażą na ścieżki, że baby z wózkami czy królewicze na rowerach żądają dla siebie miejsca w przestrzeni publicznej, a  zatem należy ich tępić, karać, łajać, a nad tym, że oni to my, że my wszyscy mamy swoje prawa. Państwo powinno dbać o to, żeby mieszkańcom było w nim jak najlepiej. A tymczasem ludzie umierają z powodu zbrodniczych procedur biurokratycznych, więc to pośród tych, którzy za nie odpowiadaja należy szukać rozwiązania problemu, nie pośród innych pacjentów czekających w naszej kolejce na niedostępne badania czy zabiegi.

Jeśli zorientujemy się, że wszyscy rodzice stoją po tej samej stronie barykady, może się też okazać, że zamiast wydrapywac sobie oczy pod tytułem ‚mnie się bardziej należy przedszkole publiczne’ mogliby zacząć żądać powstania miejsc przedszkolnych dla wszystkich dzieci. W końcu wszyscy płacimy podatki.

Jeśliby się okazało że wszyscy użytkownicy dróg stoją ramię w ramię zamiast naprzeciwko siebie z pianą na pyskach, mogłoby się okazać, że domagaja się natychmiastowego poprawienia warunków na drogach, uwzględniającego potrzeby wszystkich uczestników ruchu drogowego. Że nie jest akceptowalnym przez społeczeństwo rozwiązaniem ściganie ludzi usiłujących  przetrwać na ulicach, a zapewnienie im możliwości poruszania się po drogach w najbardziej optymalny dla siebie i społeczeństwa sposób.

Jeśli się okaże, że i pacjenci i lekarze nie zgadzają się na bylejakość, na niewłaściwe procedury, na pozorne leczenie, na czekanie na proste badania po pół roku – może się okazać, że i płatnicy składek i pracownicy służby zdrowia zaczynają wymagać razem.

Bo problemem nie jest cham na drodze czy wredna baba, czyli współobywatel, problemem jest stworzona struktura władzy, która ewidentnie nie dowozi, nie pracuje na rzecz obywatela, a raczej na własną rzecz i korzyść.

Nie ma sensu, drodzy rodacy, spalać się i wściekać na siebie nawzajem. To nie tu należy kierować wściekłość. Wylezie ci, sąsiedzie, emerytka z cziłałą na drogę dla rowerów – zwolnij, omiń, poproś o zejście; kluczy obok rowerzysta na chodniku – ustąp mu, nic ci się nie stanie, jak się przesuniesz o pół metra, wymagaj od siebie kultury i miej życzliwość wobec innych ofiar życia w tym nieprzyjaznym państwie. Powiedzmy wreszcie wszyscy dość szczuciu i zacznijmy współpracować, zacznijmy rozwiązywać problemy zamiast wyżywać się na sobie nawzajem, a być może uda nam się przetrwać.

 

Reklamy

One thought on “Dość szczucia, proszę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s