Flota kota

Wiecie, co lubię w tym robieniu zabawek?

Proces tworzenia. Że patrzę na tego mojego progeniturka i widzę nową zajawkę. Dajmy na to na obiekty latające. Potem coś robi mi klik, siadam, szukam, myślę, rysuję, wycinam, zszywam – i zajawka progeniturka materializuje się na przykład w takiej formie:

Filcowy samolot i filcowa rakieta

Filcowy samolot i filcowa rakieta

W trakcie procesu twórczego młodzież przychodzi, zaciekawiona zagląda, pomaga, zgaduje co to i dla kogo. A potem z entuzjazmem bawi się w latanie, startowanie, rzucanie.

Z takimi zabawkami można spać, można się do nich przytulać, są miękkie i bezpieczne, lekkie, niewielkie i idealnie pasują do małych rączek. No i są wyjątkowe, bo mama zrobiła. Dla synka.

Reklamy

Gry i zabawy

Może i nie są najpiękniejszymi zabawkami świata, ale dziś syn mój, lat 2,5 świeżo skończone, bawił się nimi ze mną ponad godzinę.

Sam, z własnej inicjatywy przyniósł dla mnie Kotka, dla siebie Misia (Króliczek chyba zapadł się pod ziemię ze wstydu). I chodziliśmy na plac zabaw żeby bawić i zjeżdżać, na zakupy, chodziliśmy szukać skarbu, chodziliśmy do Panamy, łowiliśmy ryby, kładliśmy się spać i wstawaliśmy, odwiedzaliśmy się w domkach i częstowaliśmy herbatką i kawą, prowadziliśmy bardzo długie rozmowy o przyjaźni i uczuciach ‚tata nie przyszedł i misiowi przyklo’ , ‚jesteś choly kotku, ale ja ciebie wylecze’ itp.

I to wszystko bez udziału żadnych rekwizytów, oprócz wyobraźni.

Jestem szalenie dumna z synka, który to wszystko ma. I z siebie, że potrafiłam mu to dać.

Chcę o tym pamiętać. Dziecko, jak widać, nie musi mieć najdroższych zabawek świata, wszystkorobiących, głośnomówiących grajków i świecidełek. Wystarczy kawał spranego dżinsu z naklejonymi oczami i rodzic, który zechce animować partnera w zabawie.

I dlatego uszyję mu kolejne zabawki. I kolejne. Dopóki będzie chciał się nimi bawić.

Jak tylko znajdę chwilę.